Niewyobrażalny górski galimatias

górska przyroda

Wszystko jest porządkiem przy przy niewyobrażalnym górskim galimatiasie. Tak się przynajmniej może wydawać komuś, kto w górach bywa sporadycznie. Nie wiadomo kto i dlaczego, ale czasem spacer po halach zajmuje wiele godzin i nieprędko można z niego wrócić. Dlatego lepiej być przygotowanym i zawczasu przewidywać to, co na co dzień przewidzieć jest trudno.

Czy to w ogóle możliwe? Może tak, może nie. Wszystko przecież zależy od przewidującego, czy też może bardziej – nie potrafiącego przewidywać. Spotkanie sam na sam z dziką przyrodą, nawet w tak komfortowych warunkach jak wakacyjne wojaże, może zakończyć się dość nieprzyjemnie. Wtedy dobrze jest przyklęknąć, złapać oddech, uspokoić się, dokonać samooceny.

Czasem na przykład coś ukąsi. Nic wielkiego, ale może się przytrafić niemiła sytuacja, kiedy trafimy na toksynę, która wywoła wstrząs. Będąc uczulonym właśnie na taką, stajemy się chcąc nie chcąc ofiarą własnej słabości. Tych najlepiej mieć jak najmniej.

Są też spotkania miłe, jak widok bociana, obserwowanie wspaniałych ptaków (w Bieszczadach są nawet majestatyczne orły przednie). Nieco gorzej, jeśli mamy okazję spotkać niedźwiedzia, wilka, czy nawet rysia. Ale te zwierzęta nie są wcale chętne do spotkań z ludźmi i nawet dla chcącego jest to nie lada wyczyn. Taka sytuacja.

Może zryć ci dekiel również: Wypas owiec w Bieszczadach, czyli deptanie trawy przez parzystokopytne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jedna myśl na temat “Niewyobrażalny górski galimatias”